like-no-other blog


Księga Gości

O Mnie
czytanie tylko na własna odpowiedzalność, nie odpowiadam za szkody moralne i psychiczne

Archiwum

2010
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2008
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2007
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2006
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2005
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec

Linki
brak link�w




†††
Designed by Lost_Soul
Picture from Tapety
All Rights Reserved

• godz: 11:44 data: 2010.09.2
I tu

Komentuj(1)
• godz: 11:43 data: 2010.09.1
I tu

Komentuj(0)
• godz: 11:43 data: 2010.08.31
I tu

Komentuj(0)
• godz: 10:55 data: 2010.08.30
Blada namiastka
"szalonego sierpnia"? A może tylko zbyt wąsko patrzę na to określenie? Przecież zmiana pracy to też tak naprawdę dość ciężkie szaleństwo... no tak ale ja lubię kwalifikować tylko te zdecydowanie i osobiście przyjemne oraz oczywiście mniej lub bardziej "zakazane" ;)
tak, jeszcze tu coś dopiszę... ;)

Komentuj(1)
• godz: 09:12 data: 2010.08.27
Kosztem
bolącego ramienia (i pewnych planów) pospałem dziś 7.5h... dziś chyba będzie dobrze, tak czuję... a dzisiaj się przyda ;) Poranek przywitał mnie deszczem, który tradycyjnie praktycznie przestał padać jak już wychodziłem... Ale dzień pozostał wilgotny, wietrzny i bezczasowy ;)
Wczoraj to nie była tylko pogoda, dziś rano dostałem zewnętrzne potwierdzenie wczorajszej lekkiej ale chyba prawie całonocnej walki o tlen...
Ano namieszałem, bo przez to, że eblog uparcie stronicuje po 25 notek, czasem napada mnie pomysł pisania maksymalnie jednej notki dziennie... Był chwile kiedy robiłem to porządnie, oznaczając nawet godziną nową część wpisu, ale nie mogłem się zdecydować czy nowe na górze czy na dole ;)... Ale wczoraj faktycznie przegiąłem pałę... dopisywałem cały dzień, nie tylko w nowych sekcjach, ale tych co już były...
Niestety moje cenne chwile sam na sam z samym sobą... przespałem... więc jeszcze nie miałem okazji odpisać :(
Czy w tym przypadku również zadziałała stara reguła, że przestaję być potrzebny gdy już jest dobrze lub "po staremu" ? Mam nadzieję, że nie... ale tak to zaczyna wyglądać...
Prawie jak w szkole... chodzę na konkretną godzinę, niektóre osoby ("z klasy") widzę stale inne spotykam okazyjnie... Prawie jak w technikum... tam też nie miałem poza jedną rodzynką koleżanek w klasie, ale do szkoły chodziło ich całkiem sporo...
Wczoraj wracając chyba ze dwie godziny(szok!) miałem taki lekki stan "radości"/"śladowej pewności siebie"... bez chemii(serio, serio)... Chyba ten mail mnie tak pozytywnie podbudował i parę drobin wesołych się jeszcze dołożyło, ale one same nie wykręcają takich stanów i czasów...
"Organizm się broni"... od paru dni nie zdążam "o włos" na najbardziej optymalny autobus rano, z innego nie chce mi się przejść 50m, tylko podjeżdżam tramwajem... wczoraj wywiozłem się w ostre krzaki, ale zdążyłem...
Powroty podobnie... uciekający najbardziej pasujący autobus nie robi na mnie żadnego wrażenia... może nawet się cieszę, że ucieknie.... Potem jadę już zupełnie losowo lub za grupką która akurat też jedzie... próbując w locie wymyślić jakąś okazję, żeby zboczyć gdzieś po drodze....
By zabić śmiertelnie nudną rutynę, żeby choć na parę chwil zwiać za kanapę z tego akwarium z kółkiem do biegania...

Komentuj(3)
• godz: 04:03 data: 2010.08.26
Niepostrzeżenie
Minęła parę dni temu 6-ta rocznica oficjalnej niewoli...
Chyba przytłoczony nowym cyrografem i jego potężnym wpływem na codzienność, nie miałem czasu o tym myśleć szerzej...
Przypomina mi się mój pierwszy film w kinie we Wrocławiu - "Niekończąca się historia"...
Nicość pochłaniające baśniową krainę.....
Choć jeden plus jest ... kontakt z większa ilością osób (w tym kilku kobiet) działa chyba na mnie kojąco i pozytywnie, a po zeszłorocznej wypalance w głowie, relacje powinno się udać utrzymać dość zdrowe...
Noc była trochę dziwna, pod koniec nawet okazało się, że "nudziło" mi się do budzików, mam nadzieję, że będzie ok dzisiaj...
Było w miarę ok, ciężki ale krótki kryzys w autobusie i potem krótki lekki już pracy... to chyba już raczej kwestia zegara lub pogody... albo co noc niedotlenia się inny losowy fragment mózgu ?
Nie tylko ja tak mam ? Hm... ale chyba nie tak jak w poniedziałek... dzisiaj mogę na pogodę zwalić ewentualnie ;) Jas... no że masz podobnie mnie nie zupełnie nie dziwi... ale na pogodę bym nie zwalał... ale namioty wymiatają ;)
Są tacy co twierdzą, że z niedotlenienia się wydzielają endorfiny.... Znaczy powinienem być non-stop na odlocie ? Może jestem a nie wiem ? :D
Najnowszy hit kinowy "Narkoman mimo woli" :D
Mam okazję z bliska obserwować kolejną trochę podobną do mnie osobę...... są prawie tacy sami, ale tylko prawie... Nie opuszcza mnie wrażenie, że jestem ich "chorą" wersją... Czy faktycznie drobna różnica w drutach czy różnice są tylko "wyuczone" ? Różnica z boku nie wygląda na dużą ale ciężko ja ubrać w słowa. Ale to, że jest niewielka "z zewnątrz" o niczym tak naprawdę nie świadczy, wewnątrz może być przepaść a niewielkość może być efektem dużej skuteczności mojego "maskowania" lub różnica może być o włos... ale biologiczno-chemiczny włos... nie do przeskoczenia....
Już chyba od paru miesięcy blog zaczął naprawdę żyć i to nie tylko liczbą odwiedzin. Byłem pewien, że to chwilowe ale trwa nadal, ba ostatnio nawet narasta. To grozi uzależnieniem :D... a tu jeszcze kuszą kontaktem prawie on-line....
Stare, znane na pamięć, ale akurat pojawiło się w radiu... raczej o czymś innym, ale fragmenty tak fajnie pasują...
"Czasami wolę być zupełnie sam"
"Niezdarnie tańczyć na granicy zła"
"I nawet stoczyć się na samo dno"
...
"Tylko zrozumcie kiedy zechcę znowu z sobą być"
"Znowu z sobą być..."
...
"Na pewno czułeś kiedyś wielki strach"
"Że oto mija twój najlepszy czas"
...
"Okłamali mnie z nadzieją że"
"Uwierzyłem i przestanę chcieć"
...
"Gdzie jest człowiek który z siebie sam pokaże mi jak"
"Kto pokaże mi jak?"

Komentuj(3)
• godz: 04:25 data: 2010.08.25
Deszcz
Deszcz... z taka zupełnie nieśmiałą burzą... niestety krótki, więc poszedłem wcześniej spać... ale przynajmniej na chwilę, znów było łatwiej oddychać
Po powrocie do domu znów dopadła mnie szarość, skończyło się prawie kłótnią o jakieś pierdoły. Mam nadzieję, że to chwilowe, takie odreagowanie po tamtej fatalnej nocy.
O widzę Erasta wstaje bardzo wcześnie ;) Ciekawe czy wie jak ją podziwiam (i zazdroszczę?) w pewnej kwestii?
Dużo przemyśleń miałem wczoraj... i nie zapisałem :(
A czemu na maila nie odpisze? to nie jest prawdziwy ten w podpisie ?
Nie wiem czy nie jakiekolwiek "panowanie" nad tym to tylko złudzenie, czy sam dałem plamę nie korygując budzików po samoistnej pobudce ? W nocy niby było ok, ale bliżej śniadania było coraz gorzej, chyba do 13 ziewo-spiączka, potem się trochę pozbierałem, ale tylko trochę, poszedłem spać przed 21... Pierwsza godzina była fatalna, drugiej podejście chwyciło już lepiej

Komentuj(3)
• godz: 09:49 data: 2010.08.24
Wszystko zwolniło...
Nawet arkusz z "planem" wydatków, po wstawieniu szarych dni pomiędzy krytyczne, zaczął wyglądać nudno, niegroźnie i monotonie...
Wiem, że to już było ale nic innego tak nie pasuje...
"Sometimes life, it moves too slow
Slows to a crawl,
And then the all poetry is lost
And without speed,
Hope becomes certainty..."
"Czasem życie płynie zbyt wolno,
zaczyna się wlec
i traci cały urok
A bez prędkości
nadzieja staje się pewnością"
FNM/"Helpless"

Niby się dzisiaj wyspałem, a przynajmniej zegar się zsynchronizował, bo ziewanie napadło mnie już o 9. Niby, bo idealnie nie było, widzę po motoryce, ale nie było też źle, szczególne w porównaniu do wczorajszej masakry. Ale może nie będę chwalił dnia przed zachodem, bo wczoraj z samego rana też wyglądało znośnie. Pogoda też niezła, dzień bezczasowy i wilgotny.
Żeby nie było za dobrze, psychicznie po drodze, dopadła mnie codzienność, czułem się "wypłukany"...pusty, wyzuty, beznadziejny... Nie pasowała mi prawie żadna muzyka... Dopiero pod koniec Hybrid mnie pociągnęło i w biurze już między ludźmi trochę odżyłem, przynajmniej pozornie...
Muszę spróbować wytrwać bez "nowego", może w końcu uda mi się wykonać badania...
Niestety anorektyczna funkcja "nowego" nie była tylko moim złudzeniem... na razie chyba udało mi się chyba zatrzymać ale już 2 czy 3kg wyżej...
A nutki kuszą dalej... dziś zielona kapusta.... Właśnie jak szukałem tego fragmentu wpadłem w listę notek z początków maja... 6 czy 8 notek na dobę... szok czy raczej "biała" normalność ?
Dzień dość przepracowany, mimo już czysto psychicznych oporów. Względem wczoraj wielka przepaść w formie wyjściowej, chyba najnowsza technika zażywania jeszcze lepiej zdaje egzamin.

Komentuj(0)
• godz: 05:22 data: 2010.08.23
Diabeł tkwi w szczegółach...
Wspominane 3 lub 4 literki niosą też ze sobą coś co po angielsku nazywają "distractibility", ale to chyba jeden z niewielu przypadków, kiedy polska nazwa "lepiej" określa objawy... roztargnienie. Lepiej bo zawiera w sobie a może i przede wszystkim odwrócenie uwagi przez własne myśli... Objawy, bo są też tacy, którzy są pochłonięci czymś 24/7 np. pasją fabrycznie. A i zupełnie "normalnych" jakieś poważne czy szokujące przeżycie lub stan zakochania może w taki stan wprowadzić, choć chyba również w ciągłej porcji czasu. U "literkowców" są to raczej "napady" różnej częstotliwości i mocy, kiedy to mózg postanawia się "podzielić" i zając czymś innym w trakcie typowej, nudnej czynności... niestety oddelegowana część się zawiesza lub nie pamięta czy coś faktycznie zrobiła. Lub postanawia "rzucić w kąt" to co robi całkowicie, szczególnie jeżeli to jakieś mozolne, narzucone zajęcie
Czymś innym może być własna myśl "znikąd" lub pająk na ścianie albo jakiś dźwięk zza okna.
Mi zdarza się nie pamiętać czy na pewno zamknąłem drzwi, parę sekund po oddaleniu się od nich, a właściwie już w trakcie zamykania. I nie chodzi o to, że zapominam ich zamknąć, tylko, że robię to automatycznie i zupełnie tego nie pamiętam. W młodości moim największym koszmarem było odkładanie kluczy wszelakich "byle gdzie" i długotrwałe poszukiwania za każdym prawie razem. To chyba jedyne co udało mi się praktycznie całkowicie "zwalczyć". Tu mnie Melancholio przebiłaś, aż tak zamyślać to mi się nie zdarza... chyba(?), to "na oko" pasuje do ADD. Fajnie, że masz taki przyjazny dom, że to już nikogo nie dziwi ani nie denerwuje ;)
Ale zdarza mi się inny szczyt "absurdu", pochłonięty jakimiś myślami, postanawiam sprawdzić, która jest godzina i automatycznie wyjmuję komórkę z kieszeni, pewnie nawet na nią spoglądam i odczytuje godzinę, chowam do kieszeni... i dalej nie wiem... xD
Zdarza się na "trzeźwo" oczywiście. "Proch" i "nowy" w różny sposób wpływają na te "efekty specjalne". Ale przynajmniej "proch" nie za darmo, "usuwa" "roztargnienie" razem z dobrym humorem. "Nowy" przynajmniej w takej dawce wprost nie "usuwa", ale jakby podnosi skuteczność pomimo lub nawet czyni z tego zaletę chwilami. No i nie zabiera dobrego humoru. Może nawet trochę go "podkręca" ;)
Drugi raz w życiu zapamiętałem swój pierwszy sen... za pierwszym razem śniło mi się, że się duszę i nie mogę się poruszyć, za drugim, że ktoś mnie dusi i trzyma... Dopracowałem się bardziej realnej fabuły?... i przekonania by poszukać pracowni snu nie tylko w myślach...
Dalej nie było lepiej... wstałem niby ok, ale dzień był fatalny fizycznie i psychicznie aż do końca. Jak bardzo fatalny zrozumiałem dopiero w porównaniu z dniem następnym....

Komentuj(0)
• godz: 17:50 data: 2010.08.22
(prawie)Tylko o niej
"podtrzymuje mnie przy życiu"... zaczynam się o Ciebie martwić, chyba, że nie masz na myśli fizycznego życia, a życiem nazywasz to co nie jest codzienną wegetacją...
"nawet jeśli złamiesz przy okazji kilka zasad"... kilka ? ROTFL to kilka rozbawiło mnie do łez...
Ale wracając do tematu, to w nosie mam zasady. Chodzi raczej o to by np nie stać się świadomym więźniem własnego ciała do tego stopnia by nawet nie móc się zabić... Bo wtedy już nie jest "po swojemu" (to odnośnie przestróg dla Ciebie)
A jeżeli chodzi o mnie, to to w czym się męczę raczej nie wynika z zasad jakiś... raczej z konieczności przetrwania w świecie i sytuacji życiowej taka jaka jest.
Hyperfocus... nie wiem czy to tu odpowiednie słowo, bo ten z wiki (polskie hasło zawsze możesz napisać ;)), w wersji AD(H)D a właściwie AADD mam, że się tak wyrażę "na co dzień"... Ale to chyba nie ta bajka, on pozwala mi ignorować wiele fizycznych rzeczy, jeżeli wciągnie mnie coś naprawdę ciekawego. A jednocześnie dostrzegać "dziwne" ruchy w otoczeniu.
A to przypomina torchę dużą dawkę pseudoefki, ale zaczyna(?) się od głowy. To tak jakby moja wrodzona fajtłapowatość gdzieś zniknęła. Jakby coś w mojej głowie się scaliło i stało spójne. Jakbym zaczął mówić w tym samym języku ze zmysłami i podświadomością, a nie jak normalnie przez 10-ciu leniwych i niedouczonych tłumaczy. Na parę chwil mam wrażenie, że staje się dość świadomie w prawie 100 % "zupełnie spokojnym ale bardzo czujnym instynktownym zwierzęciem". Jestem wtedy "skupiony na niczym", widzę "wszystko" w zasięgu wzroku, ale nic nie pochłania świadomie mojej uwagi. I ten brak jakiegokolwiek "wysiłku", nawet najmniejszego... jakby to był mój zupełnie naturalny stan...
Czy "biała" to podtrzymuje? Ciężkie pytanie... wszystkie następne razy, wychodziło na zewnątrz po 20 albo więcej godzinach bez snu i za kompem, fizyczne zmęczenie organizmu skazywało takie obserwacje na porażkę, podobnie jak przebywanie w domu. Jeżeli chodzi o pierwszutki raz, to chyba tak. Chyba, bo wtedy nie była jedyna w mojej krwi/głowie to raz, dwa, że zbytnio mnie pochłonęło poderwanie z mulistego dna poczucia własnej wartość oraz wielodniowe podtrzymanie tego drugiego efektu "radości" i nie zwróciłem za bardzo uwagi. Musiał bym postudiować notki z zeszłorocznego sierpnia, może coś zapisałem.
Co jest chyba w tym najważniejsze, to to "podtrzymanie" odbierałem jako dość "sztuczne". Naturalna "euforia" po spotkaniu z kimś, była trochę inaczej rozłożona, źrodło "haju" było w "abstrakcyjnej głowie", i promieniowało na resztę, szybko się wypalając gdy pozostałem sam. Tu było odwrotnie, "dobry humor" wypływał nieprzerwanie gdzieś "z dołu", nie bardzo wiadomo skąd, "abstrakcyjna góra" przyjmowała go z pewną podejżliwością ;) Może to tylko złudzenie lub siła przyzwyczajenia po 30 latach, ale jednak takie miałem wrażenie. Ba nawet chcąc nie chcąc, próbowałem odruchowo "sprowadzić się na ziemię", ale przez ładnych parę dni było to niemożliwe zupełnie. Ilość dni sugeruje raczej związek z ulatniającym się SNRI, pośrednio (podtrzymanie efektu białej) lub bezpośrednio - ukompletowanie doznań ze strony sertoniny. Ale spotkałem, też info, że efekty białej też mogą się utrzymywać 2tyg.
Dość szeroko opisywałem rok temu, że nie byłem tak do końca zadowolony z tego stanu. Prawdopodobnie głównie z powodu ponad 30-letnich przyzwyczajeń, bo nie potrafiłem "sobie ze sobą poradzić"(nie chodzi o dalsze branie), wszystkie stare "metody kontroli" okazały się nieskuteczne. Potem trochę minęło, choć niektóre zmiany pozostały.
Co ciekawe jakoś nie ciągnęło mnie żeby to powtórzyć... może jeden raz to za mało by się skojarzyło ;) Albo to wynik, mojej ślepoty w kwestii własnych potrzeb...
Początkowo, może wydawać się dziwne, że nie uzależniłem się od tej naturalnej wersji "radości", przecież wystarczyło tylko... No właśnie nie wystarczyło... potrzebne było dużo spontanu, nowości i parę innych szczegółów... nie było gotowego przepisu.... 99,999% świadomych prób kończyło się porażką...
Ale chyba bardzo mocno próbowałem... aż wyhodowałem Zmorę?.... brrr

A podobno fizycznie nie uzależnia... ale podświadomie owszem...
Minął tydzień chyba odkąd skończył się "nowy"... składzik dopy topniał, bo czułem efekty powracającej PRL...bleee... aż stopniał całkiem chyba.
Organizm się jej domaga...
Nie nie indukuje myśli wprost.... chyba ;) A co robi ?
A znów doszukuje się nutek jej zapachu przy każdej możliwej okazji... jabłko, mydło, nawet jakieś kwiaty....

Komentuj(1)
• godz: 23:20 data: 2010.08.20
Dopadło mnie...
Mnie uczucie duszącej codzienności... na myśl o autobusie do domu zrobiło mi się słabo... Że muszę się choć na parę chwil wyrwać z tego obłędu...
Od paru dni zastanawiałem się nad białą zamiast "nowego", może dlatego przyszła mi na myśl, ale szybko poczułem to samo co w kwestii alkoholu... że w tej kwestii niczego nie daje... pozwala nie spać, myśleć parę razy szybciej czy szerzej... ale nic poza tym. Jeżeli o niej myślę, to wyłącznie jako o środku na niespanie lub dobre spanie, ewentualnie wyciągnięcie pewności siebie z dna rowu mariańskiego jakiś kilometr, dwa wyżej...(jakby coś to cały ma prawe 11km)
Ostatecznie padło na kino, nawet dwa filmy, choć nowe fotele w tym kinie są za twarde na dwa pod rząd. Pierwszy był z lekką parodią z własnego gatunku "zabili go(ich?) i uciekł" z cała czołówką aktorów gatunku, których ciężko było się spodziewać razem na ekranie, choćby w epizodach plus trochę nawet śmiesznych gagów. Podsumowując było tak jak chciałem, śmiesznie i dużo wybuchów. Drugi był już ambitniejszy, z dość ciekawą i co najważniejsze rokującą obsadą młodych aktorów, którzy naprawdę dali radę. Gdyby nie był fantazją w głównym założeniu, dawał by na dłużej do myślenia. Sporo ciekawych efektów, niezły pomysł, choć fabuła jednocześnie poniekąd oczywista ale z drugiej strony zupełnie nieoczywista. A przy okazji w zasadzie całkiem niezłe kino akcji. To jeden z niewielu filmów, które oglądałem, gdzie dogodzono prawie naraz mnie i bardziej wymagającym widzom.
Po kinie standardowo hyperfocus... albo i w kinie też... ciekawe co go tak naprawdę powoduje... nowa historia? czy ciemna sala pozwalająca wsiąknąć w film? za młodu zdarzało się i przed telewizorem... ale teraz nie jest tak łatwo... No i ten po kinie trwa kilka czasem i kilkanaście minut, choć nie potrafię świadomie go podtrzymywać. Trochę jak z tą radością po miłym spotkaniu z kimś, też tak trwa chwilę i też nie umiem jej podtrzymać...

Komentuj(2)
• godz: 09:35 data: 2010.08.20
Tylko trzeba tego chcieć...
Tylko jest jeden kluczowy problem... trzeba tak naprawdę wiedzieć czego się chce, a z tym jest u mnie duży problem...
... Miałem zapisać jakąś myśl... i zapomniałem...
Erasta, nie wiem czy zauważyłaś, ale 15 sierpnia jest notka do Ciebie prawie w całości.
Dlaczego najfajniejsze osoby które poznaję mieszkają w 99,9% pół polski dalej ?
Jas może wzorem Stowarzyszenia Pokrzywdzonych przez Banki założymy
Stowarzyszenie Złośliwie ale Inteligentnie Prześladowanych przez Los (nie mylić z pechowcami) ? :D
Technika też jest ważna. Technika zażywania pseudoefki. Zmodyfikowane uwalnianie w wersji "zrób to sam" ;)
Pierwsza rozgryziona (gorzko jak szlag), Druga nadgryziona, Trzecia cała.
W efekcie, jedna z bardziej dotlenionych nocy chyba, i to mimo 6h
Przynajmniej tak mi się wydaje... bo nie wiem czy podejście do pracy zwalać na saturację czy na ordynarne lenistwo....
Wyrwałem się z gnomiej codzienności lekko, mimo dużego zainteresowania losu, udało się spotkać ze znajomą. Niestety na niezbyt długo, ale było bardzo przyjemnie i radośnie.
Może to klątwa w tej kwestii ? Za to, że w jakimś sensie "wzgardziłem" (choć wtedy nie miałem pojęcia o tym, że wzgardzam) tym w dzieciństwie? Może za karę to się teraz nie zdarza albo nie dane mi jest tego dostrzegać lub nawet dowiedzieć się długo po fakcie... albo mieć śmiałości "sprawdzić"...
"Wzgadziłem" przez niewiedzę (skąd taka nagła presja?), lęk(miejsce było ryzykowne, a przez inne wydarzenie spodziewałem się niesamowitej kary, ale miejsce można było zmienić), egoizm(? lub wada fabryczna) (już swoją ciekawość zaspokoiłem) czy opór przed presją/dumę/przekorę (a presja była poważna, wręcz nachalna, choć bez tanich sztuczek, aczkolwiek przynajmniej na moment poważnie podkręciła lęk) ?
Przez tą niewiedzę to co przed "wzgardzeniem" było takie "czyste"... zaspokajałem tylko i wyłącznie ciekawość...
Ciekawe w którym momencie wyparowała moja odwaga z tamtych czasów ? Nie kojarzę jakiegoś specjalnego wydarzenia, które mógłbym połączyć...
Czy teraz wiele bym dał za taką "akcję"? Z jednej strony tak, z obecną wiedzą mam nieco(?) inne spojrzenie... ale ta nachalna presja.... kompletnie mieszane uczucia...
Czy ja zawsze muszę się okazać kłębkiem sprzeczności ?

Komentuj(2)
• godz: 00:54 data: 2010.08.19
"Stworzony" do wolności?
"Oświeciło" mnie dziś... to że prawie nic mnie na dłużej nie cieszy, jest kluczem do swego rodzaju wolności... to że nie wiem czego tak naprawdę chcę "skazuje" mnie na wieczną wolność... nie grozi mi stan, w którym będę chciał się zamknąć i nic już nie zmieniać... do końca pozostanę otwarty na coś nowego... i do końca, pewnie coraz mniej intensywnie, będę bezskutecznie szukał czegoś co "zadziała", czegoś(kogoś?) co mogło by mnie wprawić w taki stan...
Ktoś mógłby rzec, że jestem przeklęty...
Mogę budzik nastawić na cały tydzień na jedną godzinę, mam bilet miesięczny, z dokładnością do 30 minut wiadomo kiedy wrócę, jest oczywiste gdzie będę i z kim między 9 a 17... robi mi się niedobrze jak o tym myślę
Będzie jak w filmach... będę żył w tych jednakowych dniach taśmowej produkcji i będę marzył o tym, żeby coś wybuchło... Różnica będzie tylko taka, że nie będę tylko "odbywał" tych dni... będę się musiał starać by w nich wytrzymać... jedyne pocieszenie to zmienność zadań
Do niedawna (szczególnie jak potomek nie chodził regularnie do przedszkola) tylko weekend-y były do siebie podobne nieco... reszta dni była bardzo często ruletko-niespodzianką... godziny, miejsca, ludzie... czasem zaplanowane wcześniej... ale raczej rzadko... (cały czas mowa o pracy)
A mogło być tak pięknie... Guzik.. nie mogło... już nie mogło... wyczerpałem cudzą cierpliwość...
Może nie będzie źle, odpadnie mi parę rzeczy, których nie lubię robić i chyba pełniej wykorzystam swoje doświadczenie i wiedzę... ale też będzie zastój raczej w rozwoju w innych kierunkach...
Whatever... po obliczeniach wiem już, że i tak nie miałem już innego wyjścia...

Komentuj(1)
• godz: 12:48 data: 2010.08.18
Muszę
chyba sobie kupić pulsoksymetr albo gdzieś pożyczyć... Nie z pamięcią jest za drogi, pożyczyć albo dać się podłączyć na noc... Muszę to sprawdzić, zbytnio się przyzwyczaiłem do znośnego snu na "prochu" i "nowym" a sama pseudo nie da rady

Erasta witam ponownie :) Odezwij się czasem albo odpisz na maila
Pogoda do dziś była bardzo przyjazna... burze, deszcze, wiatry i bezczasowe dni z rzadkimi przejaśnieniami... dopiero dziś po południu się zepsuła na dobre....

Komentuj(0)
• godz: 21:08 data: 2010.08.16
mam nadzięję, że przetrwałaś
nic nie piszesz Jas ani u siebie ani u mnie... ale jestem prawie pewien, ze świętokrzyskie w log-ach to Ty... chyba rozumiem dlaczego nic nie piszesz i mam nadzieję, że szybko Ci mnie... choć sądząc z opisu to chyba zjazd będzie wypasiony.... nie wiem czy pozbawi Cię to złudzeń, ale może ?
wstałem niby w miarę, ale później dopadała mnie... no nie do końca śpiączka, ale prawie. O ile pamiętam, ten rodzaj śpiączki chyba błędnie zazwyczaj łączyłem z powstrzymywaniem histaminy. Korzystając z tego, że jest, a pseudoefki nie ma, cirrus wraca do testów. Niestety z braku "nowego" będzie musiał sobie radzić sam. "Nowy" dość szybko odpuszcza, zdecydowanie szybciej niż "proch". Została mi jedyna ostatnia tabletka... nie wiem po co, bo jedna sama nie wiele zdziała, może poza uderzeniem gorąca i lekkim halo..... A właśnie zastanawiałem się skąd mam lekki zawroty od paru dni... nie skojarzyłem zupełnie z odstawieniem "nowego", ale to chyba to.

Komentuj(1)
• godz: 11:38 data: 2010.08.16
Z wietrznego menu
Z wietrznego menu... większość były jakieś dziwne zupy... nie przepadam, ale raz przywiało schabowe w panierce z bułki... na nie bym się skusił ;) Ale ciężko było ustalić gdzie zapukać bo wiatr szalał dość ostro... Dzierżoniów... trochę rodziny tam mam... ale wieki tam nie byłem... ostatnio w Bielawie służbowo.
moje oczy znów muszą się dostosowywać, okulary zaczynają mi przeszkadzać, uciskać i szukam w nich winy kiepskiego widzenia... To klasyka objawów odstawienia NRI... Odbicia, refleksy i brudy znów masowo burzą moją uwagę i irytują... To jest po "nowym" albo nora w innym obszarze mózgu albo dopa. Spałem 5h, dość dobrze na psefce, ale patrząc z dystansu na wczorajszy dzień to zaczynają się objawy odstawienia NRI... zaczynam znów być sobą...
Blog autorki niespodziewanego komentarza wczoraj a dziś koledzy przypomnieli mi o świecie, który w dobie internetu ewoluował na maksa, teraz już jest wszystko wprost i na wyciągnięcie ręki prawie... i ja znam siebie na tyle, by wiedzieć czego tam mógłbym szukać. Ostatnie odkrycia rzucają pewne dodatkowe światło w tym temacie, które odsłania to czego szukałem naprawdę, ale mam wrażenie, że parę osób by nie pogardziło. Ale z drugiej strony "nowy" daje nadzieję na "nową jakość" w tym temacie. Ale to wszystko tylko gdybanie... bo jednej bariery jeszcze długo nie przeskoczę, a osób które zwracają naprawdę uwagę tylko na "wnętrze" są znikome ułamki promila w tym świecie... o ile są jakiekolwiek... Nie, nie mam żalu, teraz już to chyba rozumiem... Choć nie jest mi z tej okazji wesoło... Na szczęście, rzadko nachodzą mnie takie myśli...
Faktycznie się chyba znów trochę zmieniłem... pretensje J, że nic się nie kryje za pytaniem gdzie jest zupełnie po mnie spłynęły....

Komentuj(0)
• godz: 22:28 data: 2010.08.15
Niespodziewajka
Cieszę, że zaczęłaś komentować, gdybym wiedział, że od dawna czytasz, rzekłbym nawet "w końcu...".
Skoro od dawna, to rozumiem, że głowa odrasta bez problemów :D
Piszę tak dziwnie, że zaczyna wyglądać na inteligentnie ? To tak jak z okularami... ludzie w nich wyglądają z pozoru na bardziej inteligentnych niż są...
Po pierwszej wizycie próbowałem poczytać Twój blog ale był na hasło, dziś jest normalnie ale coś zanika, ale odkopałem kilka notek z google-a. Kasujesz faktycznie czy problemy techniczne ?
Trochę marnowałem czasu przy kompie, ale TV dzisiaj odpuściłem sobie zupełnie z sukcesem... Nie robiłem wielkich planów, zrobiłem to co miałem najważniejszego i w zasadzie jestem zadowolony(?)....

Komentuj(0)
• godz: 13:20 data: 2010.08.15
Gdybym
miał choć trochę mniej zryty beret... mógłbym nie tonąc uprawiać sobie ten swój "wolny zawód"... czy reszta beretu dalej była by taka sama ? czy to też gra o sumie zerowej ? Nie chyba się tylko próbuję pocieszyć... nie jestem tylko inaczej wyregulowany... coś mam napsute czy niedorozwinięte... i nie dostałem nic w zamian, tylko musiałem co innego wyćwiczyć tak jak niewidomi pozostałe zmysły...
Gdybym...
Czy "walczyłem" "dzielnie" ?... Chyba nie powinienem tego sam oceniać....
Śmieszne, ale w zasadzie w ostatnich zaległych tematach nic się nie zmieniło.. dalej działania posuwają się raczej tygodniami, tylko, że "punktów za obecność" nie mam już jak zbierać....
Wiatr dziś wyjątkowo wieje w moje okna... docierają co chwilę, zapachy różnych niedzielnych obiadów...

Komentuj(1)
• godz: 08:39 data: 2010.08.15
(brak pomysłu)
Wczoraj wstałem rytmem roboczym, ale nie byłem do końca wyspany, chyba organizm dopominał się już o zwrot godzin snu... ale nie zasnąłem w ciągu dnia, za po 21:00 już mnie przewróciło... spałem prawie 10h, ale to nie był dobry sen, po 6 czy 7 godzinach już nie mogłem się ułożyć a po przebudzeniach zaczęły mnie nawiedzać jakieś durne wrażenia i sny... najpierw że jest już poniedziałek rano a ja nic nie przygotowałem do roboty... potem jakiś dziwny sen podróżniczo-kryminalno-pseudonaukowy... jakby mózg spłukał wszystko od tygodnia... Wstałem z lekkim bólem głowy... pseudo działa tylko 4h... zapomniałem, ze miałem wziąć cirrusa... Może znów trzeba wrócić do mieszanki ? A może już wcale nie działa... ostatnio "nowego" wziąłem chyba w czwartek... może bez niego nie da rady. A czy on już odpuszcza ? Może... bo w sobotę było już jakoś dziwnie... nie wiedziałem co ze sobą zrobić itp...
Od dziś mam jakiś tydzień "wolności"...
Po lekturze notatnika z "ciągu", mam ochotę też takiego spróbować... ale musiał bym mieć urlop i "wolność" razem... a może nie ? przynajmniej zacząć od weekendu... No i chwilowo raczej mnie nie stać bo na moją pojebaną głowę to musiał bym odkurzać faktycznego grama na dobę przynajmniej... albo i dwa...
Taka głęboka nieświadomość własnych potrzeb... nie tylko fizycznych ale i psychicznych nawet... gdybym miał "normalną" głowę, mógłbym to wykorzystać, ale nie mam... ale czy w "normalnej" dalej mogła by istnieć ta nieświadomość czy to gra o sumie zerowej czyli coś za coś ?
Widzę odbicie słońca na butelc... bardzo niemrawe odbicie... chyba dzisiejszy dzień taki będzie... nawet jak ibuprom zabierze cały ból...

Komentuj(1)
• godz: 05:25 data: 2010.08.13
Show must go on...
Los oczywiście zadbał bym szybko tym wrażeniu zapomniał... Mocnym strzałem rozwalił wszystkie moje "zamki na piasku" przypominając mi, że nadzieje które odważę się świadomie mieć się nie spełniają, a plany to nie moja bajka...
Nie, nie produkuje dla mnie ekstra nieszczęść zazwyczaj, w 90% ich źródłem jestem ja sam... On tylko dba bym nie wychodził "normalnie" z kłopotów... Układa w czasie kumulacje lub serie skutków moich nawet odległych zaniedbań czy błędów, tak aby "spokój" nie trwał zbyt długo... Tak by było "o włos" od katastrofy... Ale nie daje mi zginać ani poddać się... bo inaczej nie było by zabawy...

-trudno
-"trudno"
-"łatwiej"
-przeje...ane
...

Zastanawiam się czy odkrył moją przydatność do tej zabawy przypadkiem czy zupełnie świadomie mnie skonstruował czy wytresował....

Komentuj(0)
• godz: 05:28 data: 2010.08.12
Mam wrażenie, że jest "łatwiej"
W pewnych kwestiach na pewno, ale w dużej części to tylko chwilowo złudzenie, jeszcze nie zdążyłem narobić zaległości....
Jak zapewne zauważyłaś czytając przeszłość, mam dużą skłonność do pseudofilozofowania, podejrzewam, że wrodzoną...
Do takich przemyśleń zdecydowanie pcha mnie obecna zmiana "stylu życia" a właściwie stylu zdobywania pieniędzy.... oraz chwilowy brak "codziennych kłopotów", które odebrał by mi siłę do takich myśli...
Myślę, że "nowy" fabrycznie atypowy antydepresant, to raczej ratuje mnie przed poważnym dołem w tym temacie, bez niego chyba nie dał bym rady wczorajszej myśli, że jestem tak samo "uwięziony" jak wszyscy co jadą na konkretną godzinę do pracy, że nawet jak najdzie mnie fantazja wysiąść wcześniej czy pojechać dalej to nie mogę/nie powinienem...
Niby wytrzymałem tym trybem wiele lat w szkołach.... jakieś 13 czy 15(+przedszkole)... ale z drugiej strony już drugie 15 żyłem mniej lub bardziej "inaczej"...

Jak będzie to wyjdzie dopiero w praniu, pewnie jakiś czas będzie znośnie... jak zwykle na początku czegoś nowego...

Komentuj(1)
• godz: 06:20 data: 2010.08.10
Chyba nie potrafię
Traktować pracy tylko jako źródła przychodów. Momentami może, ale na dłuższej perspektywie to raczej wcale...

Komentuj(0)
• godz: 09:36 data: 2010.08.9
Trzy (cudze) myśli do przemyślenia...
Ale czy znajdę na to czas i nie zapomnę o nich ?

"... skutkuje zabieganiem o chwilową stabilizację zamiast rozwoju"

"Jeśli boga nie ma, to można wszystko. Jeżeli tak, to jest się również nieskończenie odpowiedzialnym"
"dopiero umiejętność odkładania gratyfikacji pozwala być wolnym"
(w kontekście nieśmiertelnego "kim jestem?")
Po jakiego grzyba wiem/widzę to czego w jednym życiu osiągnąć nie można?... Jak próbować coś osiągnąć, wiedząc gdzie jest sufit?...
Czy inni ludzie nie chcą na maksa? Czy tylko marzą o tym całe życie ? Czy uważają, że mają dużo szczęścia, że osiągnęli dany schodek i mogą na nim trwać ?
Czy to efekt tego, że nic mnie tak naprawdę nie cieszy ? Czy to to, pcha mnie w stronę "nowego"....

Komentuj(1)
• godz: 23:51 data: 2010.08.6
Obrzydliwie przewidywalny czasowo....
Tak niestety się staję... Te same autobusy, te same godziny....
Strasznie się oburzałem i nadal oburzam na takie sugestie, ze koniecznie potrzebna jest struktura... Nancy unika tego określenia, dlatego że wie o co biega... Sabine jest "normalna" i ni w ząb nie kuma....
Ale nie będę na maksa zaprzeczał, nie da się bez strat na dłużej i głęboko stać jedną nogą w "normalnym świecie"... trzeba zamoczyć obie nogi i wpiąć się chociaż trochę jednak w strukturę... Jakbym się nie oburzał zupełnie samopas nie wychodzi najlepiej, żeby coś osiągać w normalnym świecie trzeba mieć jakiś plan...mieć cele ciągle przed oczyma... ja jestem "uwięziony w chwili obecnej"... większość czasu przyszłość jest nieokreślona.. czymś co będzie... czymś "jakoś to będzie"... właściwie to ja nie wiem czego tak naprawdę chcę, więc ciężko o cele lub ciężko ocenić odległość do celu... Normalni oczekują choć szczątków przewidywalnośći... a o to najłatwiej w chociaż ledwo zarysowanej strukturze. Mówię oczywiście o strukturze czasu.... choćby stałych godzinach obowiązków... jak kiedyś z chodzeniem do szkoły... tak wiem, ktoś może pomyśleć, że jestem debilem... tak to się słabo mieści w czaszce, że elastycznie nie umiem lepiej sobie ułożyć... a właściwie nie, że nie umiem ułożyć... nie umiem trzymać się tego ułożenia... a przeciąganie sprawa na które potrzeba 5 minut na kolejne dni, a spraw na które potrzeba miesiąca na lata weszło mi już w krew.... choć nie zawsze jest to tylko wynikiem tego co mam na myśli... to co normalni mają prawie zawsze na uwadze, jest w mojej uwadze rzadkim gościem... umiem tylko(?) zorganizować przetrwanie.... I iluzje (dla innych), że nie jest tak źle, jak naprawdę jest czyli "matrix"... dla siebie nie muszę, bo normalnie rzadko mnie nachodzi myśl by się nad tym zastanawiać... Smutna prawda jest taka, że wytrzymuje ze mną już tylko parę "skazanych" na mnie osób....
Ciekawe jest poczytać czyjeś obserwacje o podobnym do mnie "hardkorze"... sytuacja życiowa jest nieco inna, on nawet nie próbuje tworzyć "matrixa", ja nie mam aż takiego poczucia własnej wartości....
Tak, już słyszę diagnozy normalnych o niedojrzałości... i nie mam zamiaru im udowadniać, że to nie ta bajka....
Skoro już w jednej dziedzinie tak mocno wdepnąłem w "normalność" to muszę wdepnąć bardziej, by tego nie spieprzyć na maksa... Gdybym był sam, raczej bez trudu i kłopotów przetrwał bym tym cygańsko-trapersko-offowym trybem... sam prawie z wszystkiego mogę rezygnować... ale nie mogę do tego nikogo zmuszać... ale by tak było... muszę rezygnować z samego siebie...
I nie będzie prosto, że wpiąć się i już... prędzej czy później czeka mnie bardzo ciężka walka z samym sobą.... ciągła walka... choć w niektórych kwestiach powinno być odrobinę łatwiej....
Jedyna, która mnie naprawdę zna, słysząc o tej rewolucji, nawet nie spytała czy oszalałem... spytała z marszu czy mnie podmienili....

Komentuj(0)
• godz: 23:51 data: 2010.08.6
Dzień piąty(czwarty) / An unbearable pain
Z takim się obudziłem dziś rano.... i dzień nie był zupełnie wydajny... dopiero po drugiej dawce ibuprofenu sam ból zelżał... ale zmulenie pozostało jeszcze długo...
Żałuję że nie miałem odwagi i/lub chęci w pełny i regularny sposób notować mojej walki o kasę
Kończy się pewna epoka i ciężko to będzie z pamięci odtworzyć. Trochę jest w wyciągach (i BIK-u :D)... ale tylko trochę. To musiał by być blog dla dorosłych o mocnych nerwach :D
W marnej karykaturze jeszcze jakby trwa... ale to już tylko w miarę bezpieczne odcinanie kuponów... jeżeli chodzi o walkę
Bo sprzątanie nazbieranego bałaganu to się dopiero zacznie...

Komentuj(0)
• godz: 10:51 data: 2010.08.3
Dzień drugi
Oczywiście tak jak się spodziewałem premia uznaniowa na maksa, choć niby nie, ale na szczęście ustaliłem na starcie dobry punkt wyjściowy. Oczywiście, część ustaleń niby lub nie przekazana, ale też spodziewałem, się, że nie przejdą i/lub są tylko na pokusę. Trochę szkoda, bo dwu dniowe cykle miały szansę zadziałać, tak będzie chyba trochę po staremu niestety. Po dzisiejszych rozmowach, coraz silniejsze skojarzenie z prezesem F.
Całe buty oczywiście dalej próbowały obcierać, pierwsza próba pacyfikacji nie udana, ale druga chyba działa ok, tyle, że już jedna noga załatwiona :(
Chyba tracę wenę... te moje notki jakieś małomiasteczkowe i nudne.... coś mnie zaczyna przytłaczać ?
"...strzelce tak już mają" witam w klubie :D
Choć ze znaków zodiaku już trochę wyrosłem ;) Długo wydawało mi się, że "działają". Ba nawet dobrałem mierzalny w dziesiątych niutona realny kosmiczny wpływ ;) Ale z czasem zrozumiałem, że "działanie" polega głównie na tym, że lepiej znam ludzi spod danego znaku, którzy mnie "bardziej trawią", więc to głównie moje subiektywne wrażenie.
Aczkolwiek, dużo opisu znaku do mnie pasuje. Ba, za młodu wręcz byłem nim nieco przerażony, przekonany, że w niektórych kwestiach nie pasuje zupełnie... ale zwyczajnie nie znałem jeszcze siebie... a może bałem się znać ? Czy to mogła być samospełniająca się przepowiednia czy źródło usprawiedliwienia? Raczej nie bardzo bo długo nie chciałem dopuścić myśli, że jednak jest tak, że się zgadza... zbyt długo....
Słoiki są ciężkie, zbankrutujesz na kuriera ;) Przyjadę i zjem na miejscu :P "plany, plany, planowanie... Uh, jak ja tego nie lubię. " ponownie witaj w klubie.... nie wiem czy nie lubię to nie zbyt delikatne określenie... Jak słyszę "co zamierzasz" albo "jaki masz plan" to mi się scyzoryk w kieszeni otwiera... A jak widzę np plan tygodniowy na stołówce to mi się z miejsca robi słabo...
Dlatego właśnie zafundowałem sobie ciężkie czasy... teraz co dnia wiem gdzie będę... i o której... bleeeee :(

Komentuj(1)
• godz: 05:57 data: 2010.08.3
Dzień pierwszy
Minął w zasadzie bez zmian. Ciągle jeszcze nie mam uczucia, że już nie tańczę na linie nad przepaścią. Powoli domykam różne pozostałe tematy. Ale jeszcze muszę "po staremu" przetrwać tąpnięcie w przychodach. Na szczęście nie spieszyłem się z odbiorem kasy i coś tam jeszcze czeka. Muszę to na spokojnie "rozplanować" bo pierwszym podejściem na żywca najważniejszy z kosztów został na lodzie. Nie, nie straciłem "daru", teraz są(będą) inne okoliczności, "cudów" i "manny z nieba" będzie zdecydowanie mniej albo wcale, więc ten "dar" na niewiele się przyda.
Dziś może być trudniej, czekają mnie negocjacje w temacie "premii uznaniowej". W zasadzie pomijam ją w "obliczeniach" wszelkich, ale gdyby się zdarzała "policzalność" była by znośniejsza no i "matrixa" było by łatwiej zmniejszać....
Weekend był dość ciężko-miły... myślałem, że odpocznę ale zdarzył się najazd rodzinny. Miło było zobaczyć rodzicielkę, ale czemu akurat w ten weekend?
Jest(był?:() jeden "materialny" zysk z tej wizyty. Słoik czegoś, co może nie jest nielegalne ani stymulujące ale dla mojego nosa równie kręcące jak biała... Domowe, na wodzie ze studni, kiszone ogórki.... Dla zmysłu smaku, a nawet słuchu również. Co ciekawe, podobnie jak z białą, nie myślę całym dniami o zdobyciu następnej działy. Ale zaczynam mam poważne trudności z dzieleniem się, nawet z najbliższymi...
Ostatni ogóras czeka na mnie w słoiku... za chwilę dokona swego żywota w grubych plastrach na chlebku słonecznikowym z warstwą przedniego masła... Delikatnie gorzka nutka przypieczonego słonecznika na aksamitnym śmietankowo-maślanym podkładzie przecięta najukochańszym soczystym i lekko chrupiącym kwaskiem... poezja...zostanie mi już tylko przecudnie pachnąca, kwaskowata "woda"...
Kim był ten geniusz, który te melonowato-gorzkie-zielono-mokre coś, pierwszy przemienił w to jak to mówią francuzi "zepsute ogórki"... Ale co Ci zjadacze "spleśniałych serów" wiedzą o zabijaniu(ogórków;) ? Swoją drogą, szczególnie do twardych serów bardzo pasują... ale do wina to chyba nie bardzo... co by tłumaczyło niechęć francuzów ;)
Mam za jakiś tydzień obiecaną następną dostawę :D, tymczasem przetrwam na w końcu prawdziwych pomidorach.... ;)
Kwas... mlekowy... mleko chce chyba zapełnić moje życie w każdej możliwej postaci.... normalnie mnie prześladuje :P

Komentuj(1)
• godz: 22:25 data: 2010.07.30
Plusy dodatnie
To co niezaprzeczalnie dobrego przyniósł "nowy" to mniejsza autoupierdliwość. Bez trudu notorycznie zapominam o brudnych okularach, przydługich paznokciach, ba często nawet nie reaguję nerwowo na niepasujący mi utwór w słuchawkach. Łatwiej pochłaniają mnie rozmyślania w sprzyjających okolicznościach, nawet do poziomu czytania interesującej książki (= nie wiem co leci w słuchawkach ). Niestety "jadę na rezerwie" i nie wiem czy płynnie uda się zdobyć nowy, porządny zapasik :( A szkoda by było bo w cyklach 2-dniowych udaje mi się dość wydajnie pracować. A takie cykle właśnie sobie załatwiłem, choć w zupełnie innym celu.
Oczywiście ciągnę za sobą przynajmniej kilka niespełnionych jeszcze obietnic. Oczywiście zamiary były, ale jak zwykle nic z tego nie wyszło, parę przyczyn dołożył los, ale reszta standard. Teraz właśnie walczę z kolejna ale poduszka strasznie kusi, bo mocno wyczerpującej ostatniej nocy.
Byłem już bliski załamania, ale nie poddałem się, walczę dalej. Wrażenie zagęszczenia czasu osiągnęło szczyty. Dłubię dopiero godzinę a mam wrażenie że już 4.... Wydaje mi się, że dłubię strasznie mozolnie, ale tylko mi się wydaje....
c.d.n

Komentuj(2)
• godz: 00:23 data: 2010.07.30
Pamiętam
Pamiętam jak obserwowałem "zwyczajnych" ludzi, jak nad ranem zaczynają co dnia zbierać się do pracy... Teraz sam będę tak samo... Teraz noc też będzie miała skończoną długość... I tylko w weekend będę mógł się zaszyć... Momentami brało mnie już w "ramy" przedszkole, ale zdarzały się wyjątki na tyle często by tylko raz naszła mnie refleksja o ograniczeniu. Muszę zacząć żyć "normalnym życiem"... Ćwiczę od dwóch dni... nawet jadę rano i wracam autobusem o tej samej godzinie, tą samą trasą....jeszcze mnie nie zemdliło... ciekawe kiedy dojrzę to kółko w którym biegam jak chomik...
Tak "normalnym"... bo moje dotychczasowe pozornie wygląda na "normalne"... ale sam nawet zapomniałem już jak bardzo jest "offowe" i "cygańskie", bardziej niż mieszkanie po hotelach.... W dość oryginalny sposób... Nie chleję, nie ćpam, nie gram w kasynie... Ale zachowuję jakbym to wszystko nałogowo robił... od lat...jedna para spodni, jedna para butów, jedna kurtka, zero stabilności finansowej, zero oszczędności i krótkie chwile oddechu między zdobywaniem drobnych... z rodziną na utrzymaniu. Nie napiszę"będąc ojcem", bo raczej za mało się staram na to określenie.
"Jeden miesiąc wakacji rasowo zmarnowany. Jeszcze jeden i misja zakończy się sukcesem."
Czy sierpniowym szaleństwem będzie zmiana pracy ? Bo sierpień raczej nie będzie szalony... chyba, że zupełnie przeciwnym i negatywnym znaczeniu....

Komentuj(1)
• godz: 20:51 data: 2010.07.25
Duchy przeszłości
Przy sprzątaniu telefonu znalazłem stare sms-y... podręcznikowy przykład maksymalnie nieudanej i żałosnej próby uniknięcia "odrzucenia". Odrzucenia tylko swoich nadziei w głowie oczywiście... Znów poczułem ten niesmak, "rzygotoninę" w głowie... choć tym razem raczej niesmak do samego siebie... kiedyś... o zgrozo jeszcze całkiem niedawno... ledwo kilka lat, może nawet rok....
Ale jedno stało się dla mnie jasne... ta zmora zdechła rok temu i zdecydowanie nie odżyła... Do tej pory zastanawiałem się czy tylko nie śpi w ukryciu...
No długoterminowo robi trochę podobnie ("gąbka do wiedzy"), ale nie ma euforii(chyba, że w podświadomości), dreszczy, prądów itp.... działa na mnie mniej więcej jak mocna kawa na normalnych ludzi...
Done... powiedziałem B w komplecie do A. Nieprzewidywalna lawina zdarzeń i konsekwencji powoli rusza w dół. Trochę się przygotowałem lub przygotowuję, ale nie ma opcji, żebym przewidział choć większość....
Miałem w planie trochę rozważań na temat nadchodzących zmian, ale właściwie konkretny wybór nie ma znaczenia, zmiana jest nieunikniona.

Komentuj(0)