Wypadało by, żebym żył i był zdolny do pracy jeszcze przynajmniej 25-28 lat...
Czy to jest realne?
Pomijając nawet kwestię czy rynek pracy będzie mnie potrzebował...
Czy moje stawanie się kaleką będzie się posuwało na tyle powoli ?
Wtedy jest szansa, że może nikomu wiele nie pomogę...
Ale przynajmniej nikt nie odziedziczy kłopotów....
Odpracowałem już 1/5 niewolniczego kontraktu z bankiem...
Już 7 lat mieszkam na "swoim"... zaczynam dostrzegać jak niektóre osoby, które widzę sporadycznie w autobusie się zmieniają... starzeją się, dorastają...
Widzę też innych, którzy jakoś się rozwijają, przenoszą na "lepszą stronę"...
Ja tylko trwam.... a czas ucieka między palcami...
Ciągle płacę cenę za własną głupotę(?), w wielu wymiarach i znaczeniach...
A Los ciągle dba o to bym trwał w tym zawieszeniu... nie daje całkiem upaść... ani nie pozwala wzlecieć zbyt wysoko....
Sumiennie funduje mi slalom...
Upadek w przepaść i spadochron...
Powódź i kłodę drewna....
To są metafory... ale nie wydumane...
Najczęściej nie są to problemy znikąd...losowe... choć i takie się zdarzają...
W większości to konsekwencje mojej głupoty, zaniedbań bądź zaniechań z przeszłości...
A jak to już coś losowego, to wspomnie wyżej konsekwencje, często wiążą mi ręce...
I nie chodzi to, że się pojawiają w ogóle... tylko w jakich momentach...
Nie chodzi tu o maksimum destrukcji...
Chodzi o dramaturgię... by zabawa trwała i trwała.... a kolejne wydarzenia zaskakiwały
kolejnością czy mocno pechowym momentem ujawnienia się....
Lub sposobem ujawnienia... o włos mijające poważniejszą katastrofę....
Często też chodzi o to by to wszystko w komplecie, często z jedyną dostępną "brzytwą" by wydobyć się z kłopotów, jeszcze dziwniej splotło przyszłość, choć często w tym momencie to nie jest jeszcze wiadome...
Czasem mniej się wtrąca albo ja to przeoczę....
Ale ostatnio pojawia się często...
Pochwaliłem się, że poprawiłem sytuację ? I już następnego dnia sprowadził mnie na ziemię...
Znów cudownym zbiegiem okoliczności, coś minęło mnie o włos...
Przed następnym uderzeniem musiałem, się już sam uchylić i też przypadkiem, zostawiłem sobie taką możliwość...
Wydawało mi się, że trochę od tego uciekłem, ponad rok temu... ale pułapki "starych torów" już dawno czekały nastawione...
Nie wiem gdzie bardziej... w rzeczywistości czy w mojej głowie....
Jakoś przetrwałem, ale znów zmierzam szybką ścieżką i do "źle ze mną" i do "źle z sytuacją"....
Do źle ze mną chyba już dotarłem dzisiaj, sądząc po tej notce...
W kwestii sytuacji już wykonałem dwa solidne susy do "celu"....
Trzeci właśnie trwa... i raczej będzie dłuuugi...
Tak swoją droga "Show must go on" jako pierwsza piosenka po północy w "Sylwestrze z Dwójką"...
Nie wiem czy to "epic fail" ignoranta czy zamierzona ironia dotycząca kryzysu, który się wcale nie skończył z nowym rokiem...