like-no-other blog


Księga Gości

O Mnie
czytanie tylko na własna odpowiedzalność, nie odpowiadam za szkody moralne i psychiczne

Archiwum

2012
Styczeń
2011
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2010
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2008
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2007
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2006
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2005
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec

Linki
brak link�w




†††
Designed by Lost_Soul
Picture from Tapety
All Rights Reserved

• godz: 05:03 data: 2012.01.27
Zaklinowany
Nowy temat niby trochę mnie uratował, ale po pierwszym sukcesie, następny fragment okazał się tak obszerny, że sam zaczyna być źródłem kłopotów nawet sam dla siebie, nie mówiąc o innych tematach. Następne fragmenty jeszcze nie do końca rozpoznane, a czas się gwałtownie kurczy...
Wygląda na to, że pożre czas w którym ewentualnie mógłbym dotrzymać innych obietnic, gdybym się zmusił... Mogę nawet nie mieć szansy spróbować się zmusić...

A organizm jak na złość, nie daje szans "ukraść" więcej czasu. Właściwie to robi nawet sporą dywersję.
Psychicznie zaczyna mnie wciągać obojętność... samotna walka z wiatrakami odbiera nadzieję i nawet drobne radości... po wczorajszym "docenieniu" wysiłków dziś już nie chce mi się nic, poza tym co bezwzględnie muszę...
Kolejne rzeczy zaczynają mi się wydawać bez sensu....
Jakoś nie mogę zebrać myśli.... chcę coś napisać ale nie bardzo wiem co...

Komentuj(1)
• godz: 09:57 data: 2012.01.25
Opis
Wydaje mi się trochę przesadzony lub uprzedzony ale mimo wszystko jest niestety boleśnie prawdziwy...
Ale one i tak wiedzą swoje ;)
Mimo, że wspomniały mnie trochę negatywnie, to jednak zapadłem jej(im?) w pamięć to miłe :)
Fajnie też było poczytać wypowiedzi "pobratymców"... ujrzeć "swoich" choć w różnych odcieniach..
Ale muszę przestać o tym myśleć, bo znów mnie to wszystko wciągnie....
Choć nie ukrywam za niektórymi osobami tęsknie, niektórym chętnie dałbym "włożyć rękę do boku" by mogły skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością ;)
Ale ich życie pobiegło gdzieś dalej i to już raczej niemożliwe

Komentuj(0)
• godz: 05:49 data: 2012.01.24
"Ucieczka"...
"Uciekłem" ale z pełnym spokojem...
Ba nawet wykorzystałem ten czas niecnie z prawie pełnym spokojem....
Wiem, że prędzej czy później dostanę rachunek za te wczasy...
Wstałem w nocy i trochę doganiam swoje obietnice...

"Czasem IEE dopada apatia i bezwola - wtedy nic mu się nie chce robić.
U niego wszystko zależy od humoru. "
Czasem niestety dość poważnie spuchło kierunku "prawie zawsze"....
Czyli jednak długotrwała depresja ???
Znów wpadam w "filozoficzno"-"psychologiczne" "myślenie"...
To bywa moją pasją... jest dużo bardziej niebezpieczne od zabijania nudy...
Dodatkowo los czymś lekkim nieszczęściem zabrał mi zewnętrzny bat znad głowy...
To nie może się dobrze skończyć....
Chyba uda mi się powstrzymać i napiszę wielkiej notki na temat moich przemyśleń....
(w oryginale były (zbędne) wstawki o miłości)... jednak ciężko to rozciąć...
...
"Nie pytaj mnie co robić
biegnij, ratuj siebie
Nie pytaj mnie gdzie sens
bo ja także tego nie wiem
Nie pytaj, biegnij szybciej
by serce twe nie spało, nie
Już coraz więcej wiesz
lecz ciągle czegoś mało jest"
....

Komentuj(0)
• godz: 17:54 data: 2012.01.22
Urywek swobody
....tu była spora notka.. Notka o tym jak z posłowia z przypadkowo wdepniętej ksiązki, dowiedziałem się wiele o behawioryzmie i jej "ojcu"... o tym że widział "mechanizmy"... i że dla mnie to on miał SPD... Książce generalnie i globalnie podważającej kij i marchewkę....
.ale znów ją skasowałem tym durnym klawiszem...

Nie, nie chce mi się jej pisać drugi raz...
Po zerwaniu z leżeniem i tv....
Nostalgia III-stopnia... indukowana muzycznie... nieznanym kawałkiem....
Na szczęście nie trwała długo... niby bez konkretnego tematu... globalna tęsknota za przeszłością
Myślałem, że już nie jestem do nich zdolny... przynajmniej nie do III-stopnia....
Stałem i jak w młodości miałem ochotę wyjść, a najlepiej teleportować się gdzieś daleko...
a najlepiej do przeszłości...
Taki nagły jak piorun atak paniki, że omija mnie coś ważnego... coś co się już nigdy nie powtórzy...

O tym, że nie zrobiłem nic pożytecznego już nawet nie wspominam... bo szkoda liter...

Jakbym od jakiegoś czasu miał "maskowaną depresję"
Obecność (fizyczna) potomków czy współpracowników trzyma ją gdzieś w kącie....
Kiedy zostaje sam lub nikt mi się za bardzo nie przygląda, wypełza z ciemnych kątów...
Jedyne na co mam czasem siłę, to udawać, że jej nie ma....
lub póki działają "raczyć" się szczątkami drobnych przyjemności....

Ostatnio pomyślałem, że z tym rokiem Smoka to ściema jak wszystko,
ale okazało się, że jestem tępym ignorantem....
Chiński Nowy Rok dopiero się właśnie zaczyna :)

Komentuj(0)
• godz: 17:17 data: 2012.01.20
Niemoc totalna
Dziś... w zasadzie cały tydzień... może z wyjątkiem jednego dnia...
Już czuję przez skórę rozliczanie w przyszłym tygodniu....

Właściwie nie wiem czy można to nazwać niemocą...
To jest jakiś globalny przestaw czegoś w głowie... zmiana diety... nastawienia do życia...
Od tygodnia z okładem, zacząłem brać "działę" trypto przed snem... i co najmniej 2 dni pojechałem totalną tryptobombą w biały dzień... dwa inne może nie były na słodko, ale też było ostro z rana, szczyt był wczoraj... upchałem się pierogami aż pod sam korek....
A do kompletu przesiedziałem bez sensu przed komputerem ładnych parę godzin wieczorem i w nocy... niby parę drobnych rzeczy zrobiłem... ale właściwie to bez sensu...
Nie wiem czy z psychiką robi się tak źle, że te zmiany naturalna reakcja obronna
czy coś chemicznie się dzieje w głowie, leci psychika i zmienia się to wszystko ?

Wróciłem nawet do "starego" nałogu... przegaduję sporo czasu na komunikatorze... ale tu bardziej to chyba kwestia odpowiednich i chętnych do rozmowy osób... oczywiście najbardziej wciąga mnie osoba świeżo skomunikowana

Staram się to przypisać bieżącym czynnikom, ale może...
Może gdzieś pod spodem jest delikatny "podkład", który się ukrywa,a zmienia dość wolno i płynnie ?
Może zbyt butnie i pochopnie odrzucam myśli o delikatnym (uni/bi/?)polarze ?
Może i chwilowe wahania od bieżących wydarzeń są potężne,
ale uśrednione czasem nie mają większego znaczenia ?
Zapisuję chwilowe odczucia, ale rzadko zapisuję podsumowania większych odcinków czasu
Powolne fluktuacje widać chyba tylko subtelnie w tonie i treści moich notek

Komentuj(0)
• godz: 23:47 data: 2012.01.19
Sny
Chyba mój mózg wewnętrznie czuje się samotny ;)
Niedawno wyśniła mi się dziewczyna... nie pamiętam dokładnie jak wyglądała... spacerowaliśmy przez moje rodzinne miasto... co kawałek odkrywaliśmy, że te same "miejskie zagadki" ciekawiły nas w dzieciństwie... że to co wiemy się uzupełnia doskonale...
Trochę żenująco-przerażająca utopia...

A parę dni temu, kiedy choroba dokładała problemów z tlenem miałem też dziwny sen...
Śniło mi się, że z nie do końca jasnych powodów, ktoś monitoruje zdalnie moje parametry życiowe... Jakby jakaś rządowa (amerykańska) agencja... przy okazji ktoś się dopatruje na wykresie, że w trakcie snu kilka razy prawie umieram z braku tlenu.. jest konsternacja, że miesiące pracy na nic, bo za moment mogę się sam z siebie przekręcić... na ulicy znajduję porzucone auto z całym tym sprzętem i z wykresem na papierze... potem kolejne, nie tylko oni mnie monitorowali... i kolejne... w każdym ten wykres z dołkami kiedy nie oddycham... wykresy na papierze walają się porzucone po ulicy... setki wykresów...

Komentuj(0)
• godz: 23:34 data: 2012.01.19
No ba
Dzisiejszy dzień przebimbałem nawet się nie starając... nawet o tym nie myśląc....
I choć bym chciał jednej sprawy już nijak nie nadrobię tak jak chciałbym... czas minął...
Przynajmniej częściowo z powodów zupełnie ode mnie nie zależnych

Tak.. nadrobiłem odrobinkę zaległości w blogach moich najwierniejszych jawnych czytelniczek... niestety bardzo małą odrobinkę... już czuję jak kiełkuje wielka pokusa by się w nich zanurzyć całkiem... czytać, czytać, czytać, komentować....
Jedną poradę Nancy wcieliłem w życie, cześć artykułów z portali odkładam na później do przeczytania kiedy będę miał czas...od jakiegoś pół roku albo dłuzej... nie mam pojęcia ile gnije tam linków, ale po kliknięciu zakładka rozwija się po 5 sekundach dopiero... średnio 2-3 / dzień roboczy...
Ciekawe czy i ile czasu przez to zaoszczędziłem ? W teorii dużo... w praktyce zmarnowałem go w jakiś inny sposób może nawet gorszy... jedyne co to udowadniam sobie, że czasem potrafię się oprzeć pokusie... albo przynajmniej ją przełożyć w nieokreśloną przyszłość...

Komentuj(0)
• godz: 06:45 data: 2012.01.19
Kolejny jednodniowy przebłysk ?
Wczoraj nawet coś zrobiłem,
ba rano nawet miałem prawdziwą ochotę to coś zrobić, mimo że zawierało sporo mozolnych etapów...
Zrobiłem mimo dywersji ze strony mojego własnego ciała
Ciekawe czy ten zapał przetrwa i da się przenieść na inne tematy?
Ale pewnie to tylko jednodniowy przebłysk napędzany odmianą/nowością/towarzystwem...
A co najmniej dwa inne ważne tematy leżą i kwiczą :(

do za_daleko:
Nie wiem czy to ma sens,
ale komentuje komentarze w treści kolejnych notek zamiast komentować pod czyimś komentarzem ;)
Tak wiem, że mam zaległości... postaram się nadrobić :)

do (nieznany mi jeszcze czytelnik z (okolic) miasta Końskie):
Przyznaję medal za samozaparcie i odwagę
Choćby samo przejrzenie tasiemca z maja 2010 zasługuje na medal :)

do (stali czytelnicy):
Cieszę się, że mimo przerwy nadal tu zaglądacie. Dziękuję.

Komentuj(0)
• godz: 13:02 data: 2012.01.17
Cytat...roku?
"Pewnie z tego pesymizmu można leczyć, ale jak pomyślę, że po udanej
terapii dołączył bym do tych uchachanych optymistów, co to prowadzą
swym optymizmem nasz kraj ku dobrobytowi: zarabiają by wydawać,
płodzą dzieci, piszą o miłości, bawią się w piątkowe wieczory,
jedzą bo im smakuje i wierzą, że to wszystko ma sens,
to ogarnia mnie rozpacz."

Tak... nieubłagania docieram do fazy zastanawiania się nad sensem... tego wszystkiego...
Czy to wina muzyki ?
Jeszcze moment i wszechogarniające poczucie bezsensu zgasi ostatnie drobne radości z zaspokojania głodu wiedzy....
W zasadzie bezsens jest chyba lepszy niż ten ostatni dołek...
Bo gorzej oceniam wszystko w okół niż siebie.... lub przynajmniej nie skupiam się na swojej marności...
Nadal nie chodzę z muzyką, ale nowo odkryte pokłady NIN, coraz bardziej rozbudzają to potrzebę...
Może nie w 100%, ale Trent w tej wersji wyjątkowo leży moim zwojom, na wielu płaszczyznach....

Ostatnio częściej zdarza mi się pamiętać sny...
Przyłapałem się już nawet na tym, że wyłączam budzik, żeby wiedzieć co będzie dalej we śnie...
To trochę szokujące, że sen daje się kontynuować....

Komentuj(0)
• godz: 10:19 data: 2012.01.11
Slalom pod górkę...
To była tylko fatamorgana łatwej trasy...
Test czy jestem nadal tak samo naiwny, żeby uwierzyć, że będzie tak łatwo...

Za każdym zakrętem były te co zwykle i dodatkowo te których brakło wcześniej....
Dzień pełen nieciekawych niespodzianek...

Nie wiem, czy to mnie rozbiło czy i tak było by nijak...
Choć chyba rozbiło mocno, bo z wielką chęcią zalałem uszy
muzyką, tak głośno jak tylko mogłem wytrzymać...
W każdym razie nie posunąłem się nic w najważniejszych tematach...
Co do dzisiejszego dnia, nie mam już złudzeń...
Ale bać się chyba też nie mam siły...
Może jest na tyle źle by nuda i brak sensu się nie ujawniały ?

Myśleć globalnie o wszystkich aspektach sytuacji też się boję...
Chcąc nie chcąc przewijają mi się rożne liczby, ale staram się ich nie sumować...
Jedyny plus jest taki, że przynajmniej część tego wysiłku nie idzie na marne...
Może powoli ale trwale redukuje wiszące nade mną głazy...
Ale perspektywa czasowa tego kiedy przestaną być groźne jest zbyt odległa
by generować jakiś optymizm... zmniejsza tylko lekko brak sensu....

Komentuj(0)
• godz: 06:25 data: 2012.01.9
Przełomu nie widać...
Na razie brak szans na jakiś przełom... w jednym temacie niby nieco podciągnąłem, ale nic poza tym..
Weekend w zasadzie tradycyjny, poza podkręceniem śruby przez los...

Dziś czeka mnie ostry slalom, bardzo ostry...

godz: 08:33 data: 2012.01.10

Hm... ktoś wyjął tyczki na początku slalomu...
Ale oczywiście nic w przyrodzie nie ginie, pewnie są dołożone gdzieś dalej...
Obym dziś znalazł siłę i moc...

Komentuj(1)
• godz: 18:52 data: 2012.01.4
A poza tym...
"nuda...Normalnie nic się nie dzieje...Nic"....
Tak to może się wydawać paradoksalne... ale na prostych pomiędzy kolejnymi tyczkami slalomu dopada mnie właśnie nuda...
Jeszcze chyba nie podbudowana niechęcią czy awersją....

Znam kogoś, kto ma zapał ponad miarę chyba...
Ja też taki miewam (miewałem?) ale bardzo rzadko i krótko...
Czasem mu zazdroszczę...
A może to tylko efekt tego, że on ma odwagę robić to co naprawdę chce ?
Żyje nieskażony tym czego mogą chcieć inni czy poczuciem winy ?
Ma odwagę być sobą na 200%...

Może to skrępowanie gasi mój zapał w zarodku ?
A może wypalam go zbyt szybko ?
Może tylko nowe wyzwania mnie naprawdę kręcą ?
Ale tu znów, kółko zamyka się skrępowaniem...

Komentuj(0)
• godz: 16:56 data: 2012.01.4
Poważniejsze(?) przemyślenia... / Show must go on
Wypadało by, żebym żył i był zdolny do pracy jeszcze przynajmniej 25-28 lat...
Czy to jest realne?
Pomijając nawet kwestię czy rynek pracy będzie mnie potrzebował...
Czy moje stawanie się kaleką będzie się posuwało na tyle powoli ?

Wtedy jest szansa, że może nikomu wiele nie pomogę...
Ale przynajmniej nikt nie odziedziczy kłopotów....

Odpracowałem już 1/5 niewolniczego kontraktu z bankiem...
Już 7 lat mieszkam na "swoim"... zaczynam dostrzegać jak niektóre osoby, które widzę sporadycznie w autobusie się zmieniają... starzeją się, dorastają...
Widzę też innych, którzy jakoś się rozwijają, przenoszą na "lepszą stronę"...
Ja tylko trwam.... a czas ucieka między palcami...
Ciągle płacę cenę za własną głupotę(?), w wielu wymiarach i znaczeniach...
A Los ciągle dba o to bym trwał w tym zawieszeniu... nie daje całkiem upaść... ani nie pozwala wzlecieć zbyt wysoko....
Sumiennie funduje mi slalom...
Upadek w przepaść i spadochron...
Powódź i kłodę drewna....
To są metafory... ale nie wydumane...
Najczęściej nie są to problemy znikąd...losowe... choć i takie się zdarzają...
W większości to konsekwencje mojej głupoty, zaniedbań bądź zaniechań z przeszłości...
A jak to już coś losowego, to wspomnie wyżej konsekwencje, często wiążą mi ręce...
I nie chodzi to, że się pojawiają w ogóle... tylko w jakich momentach...
Nie chodzi tu o maksimum destrukcji...
Chodzi o dramaturgię... by zabawa trwała i trwała.... a kolejne wydarzenia zaskakiwały kolejnością czy mocno pechowym momentem ujawnienia się....
Lub sposobem ujawnienia... o włos mijające poważniejszą katastrofę....
Często też chodzi o to by to wszystko w komplecie, często z jedyną dostępną "brzytwą" by wydobyć się z kłopotów, jeszcze dziwniej splotło przyszłość, choć często w tym momencie to nie jest jeszcze wiadome...
Czasem mniej się wtrąca albo ja to przeoczę....
Ale ostatnio pojawia się często...
Pochwaliłem się, że poprawiłem sytuację ? I już następnego dnia sprowadził mnie na ziemię...
Znów cudownym zbiegiem okoliczności, coś minęło mnie o włos...
Przed następnym uderzeniem musiałem, się już sam uchylić i też przypadkiem, zostawiłem sobie taką możliwość...

Wydawało mi się, że trochę od tego uciekłem, ponad rok temu... ale pułapki "starych torów" już dawno czekały nastawione...
Nie wiem gdzie bardziej... w rzeczywistości czy w mojej głowie....

Jakoś przetrwałem, ale znów zmierzam szybką ścieżką i do "źle ze mną" i do "źle z sytuacją"....
Do źle ze mną chyba już dotarłem dzisiaj, sądząc po tej notce...
W kwestii sytuacji już wykonałem dwa solidne susy do "celu"....
Trzeci właśnie trwa... i raczej będzie dłuuugi...

Tak swoją droga "Show must go on" jako pierwsza piosenka po północy w "Sylwestrze z Dwójką"...
Nie wiem czy to "epic fail" ignoranta czy zamierzona ironia dotycząca kryzysu, który się wcale nie skończył z nowym rokiem...

Komentuj(0)
• godz: 10:02 data: 2011.12.31
Gorsze wrogiem złego
Sumiennie i systematycznie doprowadziłem sytuację do tak złej,
że to jak źle jest ze mną straciło jakby na znaczeniu...
Zresztą chyba to był tylko jeden dzień aż w tak głębokim dole...
Nie wiem czy pomogło uzewnętrznienie tutaj czy jednak wybranie się do pracy i kontakt z ludźmi
Los tradycyjnie postanowił mi "osłodzić" próby uczynienia sytuacji mniej złą: przegrany pojedynek z Morfeuszem i nieustające wizyty Nudy lub Niemocy... Stara dobra Nocka pozwoliła mi pogonić towarzystwo prawie całe prócz Chochlika, który zabrał ze 2h...
Mimo wszystko udało się zmienić rating sytuacji z tragicznej na bardzo zła...
Następny dzień był dość dziwny, ale jakoś upłynął spokojnie na usługach dla "ludności"...
Dopiero na koniec Los postanowił się zabawić podczas "wycieczki" na którą bilet wysłał mi już wcześniej
Takiej kumulacji uciekających sprzed nosa autobusów oraz pokazu błędności każdej mojej decyzji nie miałem już dawno... Oczywiście finalnie okazało się, że celu wycieczki też nie zgadłem i że nie był wart tej wyprawy...
Czyżby Los wydał mi wszystko co należne na rok 2011 ?

Mnie do podsumowań raczej skłania pewien dzień jakieś 2 tyg wcześniej niż koniec roku...
Ale tego roku to boję się podsumowywać... w wielu wymiarach było źle lub wybitnie pechowo... w innych było jakoś lub bez zmian
Co gorsza większość tego syfu ciągnie się dalej lub została przesunięta w nowy rok... więc w zasadzie to że jest nowy rok nie zmienia nic albo bardzo niewiele....
Chyba jedyny "sukces" to taki, że udało się go jakoś przetrwać...
Jedyna nadzieja na przyszły to że chiński horoskop działa czyli Smoki w Roku Smoka mają z górki ;)
Strach ? Nie ma się czego bać... chyba jestem odporny na dołowanie cudzym dołem...
Poza tym, jak już pisałem, jak źle by nie było... samodestrukcji nie mam w dostępnych opcjach z takich powodów... a ucieczki preferuję wyłącznie w czasie i przestrzeni ;)

Komentuj(0)
• godz: 10:39 data: 2011.12.28
Jest źle...
Sytuacja też jest zła ale nie jest to szczyt moich osiągnięć czy przeżyć...

Jest źle ze mną....
Do tego stopnia, że nie odpisałem nic na sms-a, na którego czekałem najbardziej....

A właściwie bywa, bo nie uciekłem całkowicie, nie zakopałem się w norze na amen...
Wybieram się jeszcze na beznadziejne misje w rzeczywistość... nawet dość często....
Ba nawet wracając zaskakująco w jednym kawałku, roję jakieś wizje jak sytuację odmienię...
Brak tylko czarodziejskiej różdżki...

Ale kiedy już skutecznie odgrodzę się chwilowo od rzeczywistości...
Zaczyna być źle... bardzo źle...
Do tego stopnia źle, że oglądam na siłę TV
Do tego stopnia źle, że próbuję się objadać
Do tego stopnia, że czuję potrzebę zapisać swoje myśli tutaj, ale nie mam siły
Marnuję czas aż do fizycznego wyczerpania, do momentu kiedy nie pozostaje nic tylko się położyć

Przerabiałem już coś podobnego nie raz, właściwie przerabiam ostatnio chyba za każdym razem jak zostaję sam...
Ale często jest to potrzeba jakiegoś odreagowania, odpoczynku, czasu dla siebie...
Teraz nie mam takich potrzeb... nie potrafię tego niczym wyjaśnić...

Ale tak źle jeszcze nie było...
Po prostu trwam...
Bywa, że nawet parę czynności dla większej/lepszej przyjemności jest ponad moje siły....

Nawet kiedy nie jestem sam "ukrywam się"....

Czy to sytuacja mnie przytłacza?
Może i los swoim ulubionym zwyczajem zepchnął mnie na bandę, ale rzuca też liny....
Ale ja je chwytam tylko wtedy kiedy mógłbym spać w przepaść... a właściwie to może nawet nie chwytam... los mnie w nie plącze....

Ja siadam na krawędzi i sprawdzam jak daleko mogę się wychylić...
Przerabiałem już coś podobnego dokładnie w końcówce roku... pamiętam to wyraźnie... a może nawet to już tradycja ? ....


Ucieczka od kogo/czego ?
Od rzeczywistości...
Od swojego życia...
Od siebie...

Chciałbym tu zacytować Riverside... ale nie pasuje...
Nie winię za nic rzeczywistości i nie żyje iluzją że jest inna niż jest....
I nie mam siły ani ochoty brać się z nią za bary...
Kurcze nic nie pasuje... nawet down in a hole...
Nie chcę nigdzie lecieć....
To chyba będzie najlepsze
"Yes, I am falling... how much longer till I hit the ground?
I can't tell you why I'm breaking down.
Do you wonder why I prefer to be alone?
Have I really lost control?
I'm coming to an end,
I've realised what I could have been.
....I take a breath and hide behind my bravest mask,
I admit I've lost control."

Zastanawiam się od kiedy jest źle... od "wielkiej ucieczki", "przerastającej kumulacji" czy może już zaczęło się od tych dużych dziur na blogu ?

Komentuj(1)
• godz: 06:16 data: 2011.12.13
Wielka(?) Ucieczka

Komentuj(3)
• godz: 05:39 data: 2011.11.28
Ta kumulacja zaczyna mnie przerastać...
Z góry skazana na przegraną walka z własną fizycznością tylko dobija mnie bardziej...
Końcówką tygodnia udało się przynajmniej w jednym temacie spiąć...
I nakarmić się nadzieją.... bezsensowną...
I tylko tyle.... Inny temat leży jak leżał....
A problemy zaczynają się już nie tylko nawarstwiać ale i zazębiać...
Nawet uciec nie ma gdzie i jak....
Nadzieja już prysła...
Jeszcze wstałem wcześniej... ale nie zrobiłem nic... poza tą notką....
Chciałbym zwalić wszystko na infekcje i kiepski sen od już chyba 2 tyg...
Ale wiem, że to na pewno nie pomaga, ale i wszystkiego nie tłumaczy...
Już chyba nawet minimalizację strat mam gdzieś.....

Komentuj(2)
• godz: 14:56 data: 2011.11.15
Boje się...
Boje się zmienić playlisty na kompie...
Staram się słuchać czegoś co nie budzi żadnych lub większych emocji...
Czegoś co nie stanie się wspomagaczem zagłębiania w obecny stan...

Odzwyczaiłem się już mocno od chodzenia w słuchawkach... choć słuchawki już kupiłem z miesiąc temu...


godz: 18:13 data: 2011.11.15

Trochę uległem... tylko szerzej NIN... głośno... słowa nie pasują lub nie rozumiem... ale muzyka dobrze wietrzy zwoje....
Tylko... teraz mogę nie wyjść bez słuchawek....

Komentuj(3)
• godz: 14:56 data: 2011.11.15
Kamienie c.d.
(tu będzie treść)

Komentuj(2)
• godz: 05:02 data: 2011.11.4
Kamienie
Ten ostatni mnie jakimś cudem minął, ale nadal leci a za nim ciągnie się długa lina, która w każdej chwili może się o mnie zaplątać...
Drugi wpadł tuż obok, nie zrobił mi krzywdy bezpośrednio, ale rozrzedził bagno w okolicy i najbliższe miesiące raczej się będę zapadał niż wygrzebywał....
Trzeci już zatrzeszczał w kolejce... na razie udaję, że nie słyszę....
Podobnie jak paru kolejnych mniejszych...

Niby jest szansa się nieco wygrzebać, ale jeżeli obecne nastawienie się utrzyma, to raczej nie uda mi się z tej szansy skorzystać... zresztą to pewnie tylko fatamorgana od losu, żebym się całkiem nie załmał już teraz....
za_daleko: niestety, tylko jeszcze nie zdążyłem o tym napisać....

Komentuj(2)
• godz: 04:52 data: 2011.11.4
Niepokojący związek
Jeszcze nie rozgryzłem co jest czego wynikiem, ale mój powrót tutaj wydaje się być związany z moim nastawieniem do oczekujących obowiązków...
Jeszcze nie wiem, czy to globalna zmiana, która skutkuje oboma objawami czy może powrót tu budzi jakieś chwilowo zapomniane tęsknoty, czy może odwrotnie nastawienie i jego "efekty" powodują potrzebę bycia tutaj?

Oczywiste stało, się, że nie jestem tak odporny na pewne rzeczy jak mi się wydawało ;)

Komentuj(1)
• godz: 07:38 data: 2011.10.31
"Program absolutne minimum"
Blisko programu minimum albo programu wcale bywałem ostatnio tylko jednowymiarowo, dawno nie byłem dwu lub więcej wymiarowo
Odleciałem tak bardzo, że inne wymiary pozostawiłem same sobie "na później"...
To rzuciło trochę świeżego i wręcz sekcyjnego spojrzenia na mechanizm oraz okoliczności sprzyjające... i muszę chyba przyznać dużo racji teoretykom
Choć tak wiele się zmieniło, tak wiele pozostało tak samo....
Jednak dzięki zmianom, dużo rzeczy stało się bardziej oczywistymi

Komentuj(1)
• godz: 06:00 data: 2011.10.24
Zaczęło się...
Największy a na pewno najstraszniejszy z głazów nieodwołalnie ruszył w dół...

Komentuj(2)
• godz: 01:38 data: 2011.10.22
Zaczynało być zbyt spokojnie...
Więc Los postanowił powiesić parę głazów nad głową... spokojnie, po jednym co jakiś czas, z regularnym dopływem informacji która z lin na których wiszą zaczyna trzeszczeć...
Kiedyś wiosną przetrącony kolejnym bezowocnymi podejściami do kompleksowego wybrnięcia z kłopotów, doszedłem do wniosku, że tak to się właśnie skończy, wyobraziłem sobie sytuację podobną do obecnej...

Nie ma prostego wyjaśnienia dlaczego tak długo nie pisałem... chyba sam tego do końca nie wiem a do tego co wiem nie wiem czy chce się przyznawać...
Nie wiem czy jeszcze ktoś tu pozostał, jeżeli tak to dziękuję za wytrwałość....

Komentuj(1)
• godz: 09:48 data: 2011.09.19
Timeless & wet day
Równie dobrze może być 09:50 albo 17:50... nawet 12:00 będzie wyglądać całkiem podobnie...
Nie wiem czy to wynik wad wzroku czy po prostu przyzwyczajenie do czegoś swojskiego ale lubię takie dni... chyba jestem w mniejszości
Swojskiego bo czego się dowiedziałem dopiero niedawno, w okolicach mojego dzieciństwa, liczba dni pochmurnych przoduje w kraju.
Dodatkowo jest wilgotno... w nocy padał chłodny deszcz a temperatura jest na tyle niska by nie zdążył wyparować... na listkach jeszcze stoją krople, cała zielenina delikatnie pachnie w rześkim powietrzu...
Ciekawe czy tak jest w Anglii albo Irlandii a może to zupełnie inna bajka ?

Komentuj(2)
• godz: 05:31 data: 2011.08.30
jakoś
fizycznie nie mogę się ogarnąć... albo wyspać albo oczy wariują albo jakieś ogólne osłabienie... jakaś cholera mnie toczy na ćwierć etatu? ... w mieszance z obecnym stanem oraz świadomością końca wakacji mieszanka bardzo niebezpieczna... po "jest lepiej" nie ma już śladu... jest gorzej choć jakimś cudem skutki nie są jeszcze fatalne...

Komentuj(2)
• godz: 15:16 data: 2011.08.27
zastanwiam się
Czy są jakieś wspólne punkty między osobami z ostatniej i przedostatniej notki ?
Czy jest w tym coś podobnego ? Oczywiście scenariusze początków relacji i wszystkie inne parametry są inne, ale czy samą relację po odsączeniu z różnic coś łączy poza tym, że kontakt z obiema bardzo mi służy, nawet jak nie zdaję sobie, z tego sprawy ?
Czy to dwie zupełnie rożne relacje ?
Czy to jedyne dwie osoby i relacje, które nie niosą ze sobą innych obaw niż ich utrata ?
Czy to jedyne dwie osoby, co do których ja wierzę, że są dla mnie bezwarunkowo i całkowicie (nie częściowo) przyjazne ?



Czy tak poziom podobieństw (z zupełnie inną osobą niż górnej części notki;)) oznacza, że jest nas co najmniej dwoje takich na świecie?
A skoro tak, to czy historie życiowe różnią się tak bardzo by powód podobieństw był biologiczny (genetyczny) ?

Komentuj(1)
• godz: 12:46 data: 2011.08.27
(chłopięca?) tęskonta
nie wiem czy to bardziej tęsknota za konkretną osobą czy rodzajem "relacji"... ale przecież on tez wynika z osoby...

Ostatnio tęsknie za osobą będącą prawdopodobnie źródłem zaszczepionej mi gdzieś głęboko w głowie sympatii do ciemnych oczu i wad wymowy u płci przeciwnej, oddzielenie od której było też przyczyną prawdopodobnej "traumy zerowej". A moje przeżywanie tej traumy i ambicjonalne podejście mojej matki przypuszczam mogły mieć poważne konsekwencje na przebieg relacji z matką właśnie, ale już starczy archeologii ;) Nie o tym miało być.

Brak mi pełnej swego rodzaju "ciepła" relacji z późniejszych lat, mimo dość rzadkich kontaktów...
Dużo częściej przebywałem z osobą o identycznych koligacjach ze mną i choć i z tą osobą łączyły mnie cieplejsze relacje niż z którąkolwiek z równoległych odpowiedniczek z drugiej strony rodziny (może to tylko kwestia proporcji kontaktów).
Z tą osobą z czasów, które pamiętam były rzadkie, a dużo później już rzadkie... teraz jakoś globalnie prawie odłączyłem się od tej części rodziny... chyba w ogóle "sukcesywnie" wycofuje się z życia rodzinnego....

W jej sposobie mówienia, spojrzeniach, uśmiechu było coś niesamowicie szczerze "ciepłego i przyjaznego" ale nie narzucającego się... dobrego?
Nawet "karcony" byłem w taki sposób, że nie czułem się zawstydzony czy zbuntowany.... choć właściwie chyba w sytuacji prawdziwego karcenia nigdy nie byłem... jedno wspomnienie - łagodnego poskromienia mojej nadmiernej ciekawości

Jakbym był szczeniakiem, pod opieką nie "zmęczonej" lub "przerażonej" ciekawością świata potomka matki, ale pod okiem bliskiej może lekko "zafascynowanej" lub zwyczajnie zaciekawionej tą ciekawością ale nie pozwalającej zrobić sobie krzywdy bliskiej, ciepłej i przyjaznej istoty, może nawet oczekującej mojej "przekory".

Patrząc na siebie w tamtym wieku, powinienem się buntować przeciwko swojego rodzaju "udziecinnianiu", ale w jej przypadku nie rodziło to mojej awersji praktycznie wcale
Nawet wtedy gdy, jej własna córka, próbowała mi tym dokuczać, zawstydzić mnie...

Nawet w najtrudniejszej dla siebie chwili śmierci jednej z najbliższych osób i mimo tego, że ja byłem już właściwie dorosły, potrafiła sprawić jednym spojrzeniem i uśmiechem, ze znów poczułem się jak w dzieciństwie....

To chyba wszystko wynikało z tego jakim jest człowiekiem, a ja po prostu miałem szczęście być w odpowiedniej chwili, odpowiednim miejscu.

Nawet nie wiem dokładnie co u niej teraz.... nie jest daleko, ale musiał bym też odwiedzić resztę chyba, albo przynajmniej część.... a tu jest parę ciężkich tematów do skonfrontowania....
Prędzej czy później do wizyt zmuszą mnie pogrzeby... ale wtedy, niektóre tematy mogą już przepaść...
Heh.. zrobiło się prawe jak na filmie... powracam po latach (ewentualnie na pogrzeb), odgrzebuję stare historie.... ale po co ?

Przy okazji ciągle podziwiam dość zbędną i odruchową zdolność mojego mózgu do pamiętania mimiki, tonu głosu, spojrzeń, gestykulacji osób... oraz to że czasem wydaje mi się, że odruchowo kogoś naśladuje ( co nie znaczy, że to wygląda jak granie kogoś z zewnątrz).

Komentuj(1)
• godz: 12:34 data: 2011.08.27
ucze się
kolejną końcówkę wakacji uczę się "żyć bez niej"... dokładnie to bez kontaktu z nią, choć jest lżej niż rok temu, ja nie jestem zaraz po rewolucji, która źle na mnie wpływała, i kontakt był w miarę normalny jeszcze niedawno, a nie nadwyrężony poważnie (przynajmniej w moje głowie) jak rok temu...
Na co dzień rzadko zdaje sobie z tego sprawę, ale ta potrzeba istnieje i nie przestanie...
Chyba trafiło mi się częściowe zastępstwo... przynajmniej typ osobowości częściowo pasuje, ale szanse na ewolucje drugiej takiej relacji lub chociaż jej namiastki są zerowe....
O ile się nie mylę w pierwszych ocenach i to jest ten typ o którym myślę....

Komentuj(1)
• godz: 12:19 data: 2011.08.27
impact... severe impact
Zazdroszczę anglikom, mają kilka terminów na "wpływ", również taki, który sam w sobie jest poważny może nawet negatywny, przez same pozostałe znaczenia...

Ostatnio uświadomiłem sobie, że trauma z wczesnego dzieciństwa (chyba druga?, pierwsza która pamiętam, pierwsza psychiczna) miała jednak dużo większy wpływ niż mi się wydaje, bardzo poważny wpływ na obszary, które ciężko nawet z nią powiązać, rodząc pewne obawy lub wzmacniając istniejące. Eskalując brak potrzeby do prawie paranoidalnej konspiracji. Ciągle odkrywam nowe obszary, gdzie ustaliła "wartości początkowe" lub moje wyobrażenia o ludziach i zewnętrznym świecie. Eksplodowała obawy, które wielokrotnie przerastając rzeczywistość pozostawiły szeroką wyżłobioną drogę, którą musiały już podążyć i puchnąc nowe obawy, tym razem już oparte na rzeczywistości. Jeszcze później już sam nie wiem, czy rzeczywistość tak się rozwinęła, czy podświadomie urzeczywistniłem swoje obawy...
Tak stare obawy są ze mną wciąż i nie odejdą, bo teraz już mają umocowanie w rzeczywistości...
Znów myślę o tym, czy gdybym się zająknął o sprawie czy Ty by coś zmieniło w tamtych czasach? I dlaczego tak bałem się o tym zająknąć będąc tak małym? Czy już dostatecznie doświadczyłem "braku oparcia"? Nie nikogo, nie oskarżam... bo to chyba wrodzone... sam mam podobne tendencje...

Pierwsza podobno była fizyczna... raczej obszarowo niewielkie i niegroźne, ale (jak wszystkie moje oparzenia) bardzo bolesne i na tamtym etapie życia bardzo szokujące, to chyba było pierwsze spotkanie z tym rodzajem bólu...
Podobno no jakiś czas przestałem być gadułą, a nawet zacząłem się jąkać...

"Zerowa" nie wiem czy miała miejsce... spodziewam się, że tak ale brak mi źródeł informacji a być może świadków mogących powiązać fakty u takiego malucha...

Komentuj(1)